niedziela, 10 maja 2015

Mój "dom"

Mój rodzinny dom, zawsze spełniał te wszystkie pozytywne odczucia, o których pisałam w poprzednim poście, ale były też minusy. Chyba każdy jakieś w swoim "domu" znajdzie, oprócz tych wszystkich pozytywnie nastawionych do świata osób... Po pierwsze negatywne nastawienie... tak mi się zaczęło wydawać po tym jak zaczęłam mieszkać później z innymi osobami. I bliższa i dalsza rodzina zawsze to na coś narzekała, ale to zawsze coś czyjegoś, coś innego było lepsze. Mam wrażenie, że nie potrafili się cieszyć z najdrobniejszych rzeczy. (dziś wygląda to trochę inaczej). 

Z rodziną dobrze na zdjęciu? Nie zgodzę się, bo strasznie za nimi tęsknie, kocham ich i doceniam za wszystko, mam najlepszych rodziców, jakich mogłabym mieć, jednak mamusia ma dominujący charakter. Jesteśmy dla siebie stworzone, ale mamy całkiem odmienne charaktery więc, często w czymś się nie zgadzamy.
Mieszkaliśmy w dwupokojowym mieszkanku w 4 osoby, a więc od zawsze dzieliłam pokój z bratem. Niestety nie mieliśmy możliwości samemu go "projektować". O jego kolorze, układzie mebli, kolorze mebli, możliwości plakatowania ścian zawsze ktoś decydował... To mama zaszczepiła we mnie marzenia o byciu architektem, ale to też ona nie pozwalała mi się nigdy w tym realizować. To ona zawsze wszystko robi najlepiej.
Zawsze myślałam, że makijaż wykonuje się w łazience - i zawsze o to pomieszczenie był w domu problem. Bo w małym mieszkaniu mała łazienka, jedno lustro i dwie kobietki - ohhh. To była dla mnie ważna sprawa, że jak będę mieszkała już sama to będę miała łazienkę tylko dla siebie. A co jeśli będę miała kiedyś córkę? Dziś wiem, że da się wygospodarować na makijaż inne miejsce ^^.

Jak to w rodzinie, zdarzały się kłótnie. Pamiętam, jak raz miałam ich tak dość, że powiedziała, że się wyprowadzę. Rok później, a miałam wciąż 18 lat zamieszkałam na 3 lata na akademiku. Nie dużym, więc nie da się go porównać z wszystkimi innymi. Co prawda były imprezy i spędzałam świetnie "wolny" czas, ale to nie jest takie samo jak w tych historiach z innych akademików. To właśnie tutaj poznałam kilka osób, z którymi dzieliłam pokój i zauważyłam podejście do życia innych ludzi, ich spojrzenie na świat, porządkowanie pokoju, sposób bycia, podejście do życia. I pozytywne, i negatywne, i zorganizowane, i leniwe, i bałaganiarskie, i radosne, a także to jak inni narzekają na wszystko dookoła.
Chciałabym mieszkać zawsze z kimś takim jak S.

Po trzech latach wróciłam na rok do mieszkania z rodzicami. To nie był najlepszy pomysł (nie miałam innego wyboru), gdyż nauka w moim domu rodzinnym była koszmarem. Nie miałam tam już swojego miejsca! U nas pomimo tylko 4 osób zawsze było zbyt głośno, zawsze ktoś coś chce powiedzieć, opowiedzieć, zapytać, upomnieć o coś, przecisnąć się za twoimi plecami, żeby dosięgnąć do szafki... wrrr

Potem zamieszkałam z chłopakiem. Mieszkaliśmy w pięć osób, a przez to mieszkanie miałam wrażenie przeciska się pół osiedla. Nie było z tym tak źle, ale nie mogłam tam nic zrobić po swojemu i to mnie najbardziej bolało. Mieszkanie naprawdę było w złym, starym stanie. Nie chciałam wymieniać mebli, ale sztuczne zakurzone od paru lat kwiatki?! Dziurawy plecak w szafie?! Bałagan w każdym meblu?! Przecież można było poukładać i wygospodarować miejsce na inne przedmioty. Kiedy się zabrałam za porządki, to właśnie wtedy okazało się, że nic tam nie może być po mojemu... Chyba nawet by tak było gdybyśmy tam mieszkali tylko we dwoje. Bo butelki po piwie można przecież wymienić w sklepie, więc muszą zostać w szafie! To dlaczego zawsze piliśmy piwo w puszkach? Hehehe. Faceci ;/

Po roku wyjechaliśmy we dwoje do Anglii zarabiać na wesele. Mieliśmy swój własny pokój, ale co prawda oszczędzanie pieniędzy nie pozwoliło nam na zafundowanie sobie nawet porządnej szafy. Mieszkaliśmy wówczas w angielskiej szeregówce w siedem / pięć / cztery a chwilowo nawet trzynaście osób.

Potem znów mieszkałam u rodziców w Polsce, następnie wynajmowaliśmy pokój w szeregówce w Anglii, a teraz W KOŃCU !


W KOŃCU MIESZKAMY SAMI NA FLACIE :)
Jestem amatorką bez żadnych wcześniejszych doświadczeń w projektowaniu wnętrz. Ale stawiam na funkcjonalność. Nie czuję się pewna siebie, ale może w końcu kiedy mieszkanie nabierze "domowości"  coś się we mnie zmieni.

Pozdrawiam,











Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...