niedziela, 15 listopada 2015

Ciąża w Anglii

Czasem odnoszę wrażenie, że każdy, kto nie był tutaj w ciąży myśli sobie, że "ta to ma dobrze". Ja jednak zazdroszczę dziewczynom spędzającym ten czas w Polsce. Nie jestem dobra w opisywaniu, dlatego wypunktuje wady jakie widzę w byciu w ciąży w Wielkiej Brytanii. Raczej przedstawiłam to bardziej jak harmonogram bycia w ciąży w Anglii, a także dodałam kilka informacji o tutejszym macierzyńskim. Na temat warunków w pracy dla ciężarnych się nie wypowiadam, bo tak jak i w Polsce tak tutaj można trafić różnie, niezależnie co nakazują przepisy są ludzie, którzy wykorzystują ich nieznajomość, sugerują zwolnienie (już nie wspomnę o tym, że zwalniają) lub tutaj wykorzystują nieznajomość języka.
Dodam, że informacje tutaj zawarte to w większości mój przypadek i moja opinia, która dotyczy ciąży rozwijającej się prawidłowo, a także informacji i plotek jakie poznałam w ostatnim czasie. Wpis może być też uznany za pesymistyczny, dlatego osoby, które raczej ciężko znoszą "złe" informacje niech nie przechodzą do czytania dalszej części posta.

  • Pierwsze spotkanie z położna (może być też z GP, czyli lekarzem ogólnym) jest dopiero w 10 tygodniu - jest to zwyczajny wywiad na temat twojego zdrowia i historia medyczna twoja i partnera. Pobierają krew, mierzą ciśnienie krwi i badają mocz, a także udzielają informacji na temat zdrowej diety i trybu życia. Nikt nie potwierdza ciąży.
  • Ciąży tutaj nie prowadzi ginekolog. Przez całą ciąże nie ma tutaj żadnego badania ginekologicznego, więc raczej się nie dowiem czy moja budowa wewnętrzna jest prawidłowa. Jeżeli pojawią się niepokojące objawy, wówczas dopiero wtedy mogą zlecić wizytę u ginekologa.
  • Ciąża jest potwierdzana dopiero w 12 tygodniu na usg, które jest wykonane w szpitalu (nie z położną prowadzącą ciąże). Ten skan może być też wykonany nawet w 13 lub 14 tygodniu ciąży.
  • Jeśli zdarzy się nieszczęście, krwawisz lub z  jakichś powodów tracisz ciąże, nikt ci nie pomoże,  gdyż oni nie traktują tego jeszcze jako ciąży. Nikt nie spróbuje nawet podtrzymywać jej medycznie, tak jak często dzieje się w Polsce. Gorzej: jeśli poroniłaś w pierwszym trymestrze, wyślą cie i tak do domu, abyś sobie czekała na swój okres - wtedy zarodek zostanie sam wydalony. Ten punkt jest PLOTKĄ, myślę, że to zależy na jaką położną/lekarza się trafi.
  • Po pierwszej wizycie u położnej dostałam od niej numer telefonu w razie gdyby się coś działo. Jest on dostępny tylko w godz 9-16.30, a dopiero po 20 tygodniu mogę korzystać z emergancy number, który jest czynny 24h/dobę.
  • Kolejna wizyta u położnej jest w 16 tygodniu ciąży, wtedy pierwszy raz słuchałam bicia serduszka mojej malutkiej. Słyszałam, że niektórzy doświadczają tego cudownego przezycia wcześniej.
  • Drugie usg jest wykonane w 20 tygodniu ciąży i to już ostatni zalecany skan - sprawdzają na nim wszelkie pomiary narządów u dziecka oraz czy rozwija się one prawidłowo.
  • Jeżeli chce się znać płeć to można się dowiedzieć jedynie tego dnia. Jeżeli ktoś się pomyli nie ponosi za to żadnej odpowiedzialności, ale nie ma kolejnego skanu, aby potwierdzić czy moje: "maybe girl" nie okaże się ostatecznie "it's a boy". Jedynie w przypadku, kiedy dziecko jest źle ułożone można liczyć na kolejne spotkanie.
  • Nie ma takich informacji jak waga dziecka. Słucham z zazdrością koleżanek z Polski, które wymieniają między sobą takie informacje.
  • W szpitalu na skanie, miałam wiele pytań jeżeli chodzi o mój stan, ale nikt nie chciał mi na nie odpowiedzieć, gdyż pani, która wykonywała usg nie jest moją położną prowadząca - musiałam, wiec czekać kolejny miesiąc, aby spytać np. o to czy mogę bezpiecznie lecieć samolotem.
  • Szkoła rodzenia i szkoła karmienia piersią (bo są dwie osobne) są zalecane w 8 miesiącu ciąży. Moja położna dała mi kontakt, abym mogła się umówić na zajęcia. Na zajęcia uczęszczają także dziewczyny w 9 miesiącu.
  • Na wizycie z położną w 28 tygodniu jest badana drugi raz krew pod względem wystąpienia anemii. Na każdej wizycie jest sprawdzane ciśnienie krwi oraz badany jest mocz, od 16 tygodnia sprawdzają bicie serduszka, a od 28tyg zaczynają mierzyć brzuch. Na podstawie tych parametrów położna stwierdza czy wszystko jest w porządku. Spytałam położną skąd będzie wiedzieć, w jakiej pozycji jest ułożone dziecko lub czy nie jest zbyt małe czy duże - powiedziała, że na podstawie dotykania mojego brzucha (magia! :D).
  • Położna prowadząca ciążę nie uczestniczy w dniu porodu. W szpitalu tego dnia wspiera nas inna kobieta.
  • Nie ma tutaj czegoś takiego jak "cesarka na życzenie".
  • W Anglii nie ma czegoś takiego jak L4 na okres ciąży, co jest bardzo popularne w Polsce.
  • Aby otrzymywać macierzyńskie od pracodawcy lub z Job Center należy mieć przepracowane odpowiednią ilość tygodni.
  • Macierzyński zostaje wypłacany wraz z odejściem na macierzyński przez okres 39 tygodni (9miesięcy), czyli jeśli odejdziemy na macierzyński po 7 miesiącu ciąży, skończy nam się dochód kiedy nasze dzieciątko będzie mieć jakieś 7 miesięcy (a jeśli urodzi się po terminie to przecież 6 i pół miesiąca) - dlatego lepiej jest pracować jak najdłużej jeżeli chce się mieć dłużej jakikolwiek dochód.
  • Na macierzyńskie można odejść na 52 tygodnie (1 rok), ale płatnych jest tylko 39 tygodni. Okres ten nalicza się od momentu przejścia na macierzyński (Maternity Leave), nie od narodzin dziecka. 
  • Tylko pierwsze 6 tygodni płatnego macierzyńskiego (Maternity Pay) zależne jest od dochodów kobiety ciężarnej, pozostały okres wypłacania macierzyńskiego to jedynie ok. 139f  lub mniej. 
  • Więcej informacji o macierzyńskim (Maternity Pay and Leave) znajdziesz tutaj: KLIK
  • Nie mam czegoś takiego jak becikowe. Kwota ta (500f) należy się jedynie osobom bezrobotnym i przyjmującym tylko niektóre z benefitów i tylko na pierwsze dziecko. Więcej informacji o tzw. becikowym (Sure Start Maternity Grant) znajdziesz tutaj: KLIK
  • To nie jest do końca prawda, że jeśli para spodziewa się dziecka to należy im się dom z Councilu. Brane są też pod uwagę zarobki i oszczędności na koncie. Jeżeli my np. wynajmujemy flat - myślę, że nie bylibyśmy wysoko na liście oczekujących. Co innego z parami, które wynajmują u kogoś pokój lub "grozi im bezdomność". Osobiście nie składałam tego wniosku.
  • Tutaj też nikt nie przepuszcza w kolejkach kobiet ciężarnych, chociaż muszę przyznać, że w supermarketach kolejki nie są zbyt długie.  Nie wiem jak w komunikacji miejskiej, gdyż zawsze mam  gdzie osiąść.
  • Mam wrażenie, że nikt nie chce mi tłumaczyć medycznych pojęć, gdyż uważają, że nie zrozumiem po angielsku. Miałam taki przypadek, że brzuch zaczął się robić co jakiś czas twardy i z tego co poczytałam sugerowało to skurcze Braxtona-Hicksa, które zaczynają się od 20-22 tygodnia ciąży, a ja te objawy miałam już w 16 tygodniu. Spanikowałam i udałam się do lekarza - ten jednak kazał pić więcej wody i wysłał do domu. Nie poinformował mnie co to jest (nie wiedział?!), ani też nie sprawdził czy z dzidzią wszystko ok :( Wróciłam do domu dalej się martwiąc.



Kilka plusów z ciąży w Anglii:
  • Nie ma badań ginekologicznych, więc nie trzeba się krępować - wiem, że było to też w minusach, ale jeśli wszystko jest okej myślę, że jest to plusem.
  • Nikt nie sieje paniki z byle powodu.
  • Otrzymałam kupony na owoce w sklepach. 
  • Oferowana jest pomoc w rzucaniu palenia, nadużywania alkoholu i narkotyków.
  • Krew pobierana jest tylko dwa razy (w Polsce chyba różnie to wygląda).
  • Na pierwszej wizycie dostałam wiele ciekawych ulotek i gazetek na temat ciąży, porodu i opieki.


Jak widzicie ciąża prowadzona w Anglii bardzo różni się od ciąży prowadzonej w Polsce. Są oczywiście dziewczyny, które bardzo zachwalają tutejszą opiekę. Dla mnie tutejsza ciąża jest to lekki stres, o to, że gdyby coś się działo nie tak, ciężko mi będzie uzyskać jakąkolwiek pomoc.  Nie raz śmiałam się z koleżankami, że w Anglii prędzej karetka podjeżdża do osoby zgłaszającej depresję, niżeli do rodzącej.

Styczeń już coraz bliżej i zaczynam mieć w sobie paniczny strach przed tym co mnie czeka. A słyszałam już niejedno i raczej nie pocieszają mnie te informacje, a bardziej straszą. Wierzę jedynie, że opieka w szpitalu jest tutaj lepsza niż w Polsce (chociaż w Polsce też się przecież wszystko zmienia na lepsze). Oto kilka rzeczy, o których słyszałam, ale nie wiem czy to prawdziwe informacje, jeśli któraś z Was może te pogłoski jakoś wytłumaczyć piszcie.
  • Kiedy zaczynają się skurcze i odejdą już wody nie ma co jechać do szpitala, gdyż mogą mnie wysłać z powrotem do domu (?!)
  • Jeśli nie ma żadnych przeciwwskazań muszę rodzić naturalnie. Chociaż poznałam dziewczynę, której zalecana była przez ginekologa cesarka, a musiała rodzić naturalnie. Dlaczego nie mogła zdecydować za siebie?!
  • W dniu porodu jest ze mną jedna położna i ginekolog położnik, który obsługuje kilka pań na raz - wtedy jest też wykonane pierwsze badanie ginekologiczne w ciąży.
  • Nawet w dniu porodu nie jest wykonywane USG, pozycje dziecka poznaje się poprzez "wymacanie" brzucha lub ciemiączka na główce, jeśli ustawione jest główką w dół.
  • To czy miednica jest zbyt wąska odczytują z pomiaru rozstawu kości biodrowych. Trochę strasznie to dla mnie brzmi, gdyż każda kobieta jest inna... drobniejsza lub większa, dziecko też może być mniejsze bądź większe... wydaje mi się, że usg by to lepiej pokazało... 
  • Pomimo, iż ktoś ma zbyt wąską miednicę (czasem lub zawsze - nie wiem) każą rodzić naturalnie, często stosują kleszcze lub przyssawkę.
  • Mogę wybrać sobie poród naturalny, aktywny albo w wodzie, ale nie mogę wybrać cesarki (chodzi o pierworódkę).
  • Nie robią lewatywy, a w trakcie fazy pierwszej porodu zalecane jest nawet jedzenie.
  • Mogę zdecydować jakie chcę znieczulenie, ale położna wie lepiej.
  • Nie nacinają krocza, czekają, aż samo pęknie - nie dla każdego jest to plusem, gdyż pękniecie może być różnego stopnia.
  • Podobno nie myją dziecka - wycierają tylko - ale jeśli jest się w szpitalu kilka dni (np. po cesarce) i tak nie kąpią dziecka.
  • W szpitalu jest się bardzo krótko, praktycznie rodzisz i wychodzisz do domu.
  • Rodzi się w "swoim pokoju", a nie na sali wśród innych kobiet (to raczej na plus :) )


Najbardziej boję się chyba tego, że nie będę mogła decydować za siebie sama. Jestem zwolenniczką pisania planu porodu, ale przecież wiadomo, że każdy poród jest inny i myślę, że w szpitalu nie będą się stosować do moich życzeń. Kiedy już to wszystko przeżyję i będę w stanie pisać, dam znać jakie były minusy pobytu w szpitalu. Na wiele plusów nie liczę :D

Pozdrawiam,
Patrycja


Inne cenne informacje znajdziecie: TUTAJ,


7 komentarzy:

  1. Dla mnie to wygląda trochę strasznie. Nie wiem czy bym się zdecydowała na taki tok. Moja znajoma mieszka w Norwegii ale dwójkę dzieci urodziła w PL - i ciąża też była prowadzona w PL.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może też to strasznie przedstawiłam, ale taka jest moja wizja. Są tutaj osoby, które się przyzwyczaiły do tutejszej odmiennej opieki lekarskiej i ją jak najbardziej popierają. Myślę, że jeżeli byłabym w drugiej ciązy i byłaby ona prowadzona w Polsce to też pewnie zatęsknię do tego czego doświadczyłam tutaj, bo jest mi to już bliżej znane. Słyszałam, że Norwegia pod względem porodów wypada najlepiej, ale rozumiem, że dla obcokrajowców zawsze wygląda to inaczej i często pojawia się bariera językowa.

      Usuń
  2. Wpis tylko potwierdza stare powiedzonko: " co kraj to obyczaj". Mnie ciekawi kto w takim razie prowadzi ciążę skoro nie ginekolog- kontaktujesz się do 16.30 z położną tak?;D
    Do szkoły rodzenia mi jeszcze daleko, ale wydaję mi się,że to,ze szkoła rodzenia i szkoła karmienia są różnymi instytucjami, to chyba też na plus, więcej się można dowiedzieć.

    No nic zostało Ci jeszcze trochę czasu z nieuniknionym stresem w pakiecie, ale zobaczysz na pewno nie taki diabeł straszny jak go malują. Powodzenia i w międzyczasie zapraszam do mnie, początkującej blogerki: http://swiezamezatka.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciążę prowadzi położna (lub lekarz ogólny), a w szpitalu przy porodzie otrzymuje się inną "osobistą" położną. Dowiedziałam się, że ginekolog jest jedynie przy porodzie jeżeli występują jakieś komplikacje...;/ Szkołę rodzenia skończyłam wczoraj i zbyt wiele się nie dowiedziałam na 4 zajęciach trwających po 2 godziny. Jeszcze mi zostało to spotkanie dotyczące karmienia piersią, ale już wątpię, że się przyda. Obyś miała rację, że ludzie koloryzują opowieści o porodach na niekorzyść. Już strasznie panikuję!

      Usuń
  3. Bardzo dobry artykuł, my Polacy mamy tendencje do zaniżania wartości naszego kraju. Zdecydowanie wolę rodzić w Polsce :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej... mąż nadaje i mi myśl uciekła zabrakło wolę być w ciąży i rodzić w Polsce mimo, że u nas też jest różnie. Ja akurat byłam bardzo zadowolona, a przy drugiej ciąży miałam krwotok w pierwszym miesiącu - wszystko szcześliwie się zakończyło ale miałam opiekę, chłopiec już 10 lat ma :D

      Usuń
    2. Ja już jestem po. Jakoś to przetrwałam. Do pewnych rzeczy się przekonałam, poród przeżyłam, chociaż było ciężko i długo. W Pl już dawno by mi zrobili cesarkę. Wolałabym cesarkę :( Córcia jest tak wspaniała, że chciałabym mieć już drugie;) wstępnie już planuję poród w PL.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...