piątek, 13 stycznia 2017

Minimalizm i styl życia

Minimalizm kojarzył mi się jedynie ze stylizacjami wnętrzarskimi. Miałam swój etap w życiu, że  mi się to podobało. Skromne, nowoczesne, ale i podsyłające zapytanie: "gdzie są trzymane te wszystkie przedmioty, które znajdują się w domostwie?" 

Ubiegłego roku przeczytałam książkę "Magia sprzątania" Marie Kondo, którą z resztą polecałam w tamtym miesiącu tutaj. Chyba musiałabym wyjaśnić, dlaczego w ogóle po nią sięgnęłam... dziś ciężko odpowiedzieć, ale wydaje mi się, że tylko dlatego, że choć staram się uporządkowywać swoje przedmioty, być zorganizowaną osobą, to żyję w powracającym notorycznie bałaganie, dodatkowo nie raz, coś się gdzieś zawieruszy, diabeł ogonem przykryje wtedy, gdy dana rzecz jest potrzebna.

Przyznam, że  z tej książki wyniosłam sporo więcej!
Minimalizm to nie tylko styl we wnętrzach, nie tylko porządek, ale i styl życia!



Autorka tej ksiązki nie jest Polką, więc nie wszystkie rozwiązania, które ona proponuje nadają się na polskie warunki, ale dzisiaj mogę Wam już polecić książkę "Minimalizm po polsku, czyli jak uczynić życie prostszym" Anny Malarczyk-Mayer. Tutaj znajdziecie odpowiedzi dlaczego to Polacy tak sprytnie magazynują i chomikują niepotrzebne przedmioty. Dodatkowo cenne uwagi, propozycje, rozwiązania na minimalizm w finansach (oszczędzanie), domostwie (porządek), czy w wierze (wewnętrzny spokój).

Jakie jest Wasze podejście? 
Czy już kiedyś słyszeliście o "byciu minimalistą"? Z czym Wam się to kojarzy?
Prowadzenie minimalistycznego trybu życia nie jest moim celem, ale uwagi jakie znalazłam w tych książkach są cenne , by zrozumieć może bardziej życie, nasze otoczenie, przypomnieć sobie wyznaczone kiedyś cele lub właśnie je wyznaczyć jeśli dotychczas tego nie zrobiliśmy, ustalić priorytety, zauważyć, jak wiele rzeczy wykonujemy niepotrzebnie lub niepotrzebnie posiadamy, przypominamy lub właśnie uświadamiamy sobie, po co żyjemy, że umierając nie zabierzemy przecież naszego dorobku do grobu.



DOM

CIUCHY
Moim celem było utrzymywanie porządku.... - cel nieosiągnięty!
Porażka?
Nie uważam tak, może i zwalam sporo na dziecko, ale i w niektórych przypadkach są rzeczy ważniejsze niż poskładanie ciuchów i poukładanie ich w szafie - bo to tutaj jest mój najgorszy koszmar! A to dlatego, że choć sprzątamy mieszkanie raz w tygodniu generalnie: kurze, podłogi, łazienka i ubikacja, to nie znajduje się tutaj punkt sprzątania szafy. A tutaj na moich półkach dość szybko robi się bałagan.

Dzięki książkom, postanowiłam ograniczyć ilość ciuchów. Wiecie, że nawet wyjeżdżając do Anglii część z nich zostawiłam w Polsce, z myślą, że będę w nich jeszcze chodziła? Jak myślicie ile razy się przydały? 
Oświeciło mnie! I dopiero zeszłego roku część z nich wyrzuciłam, a te nowsze, w których nie chodzę wystawiłam na portalu sprzedażowym. Może także i przez to, że byłam w ciąży i przez to, że przy córce mam mniej czasu na shopping, rzadziej chodzę na zakupy, ciuchów mi mniej przybywa, czasem czuję, że moja szafa jest na prawdę pusta, a ja... choć mam się w co ubrać, to po prostu czuję, że ciągle mam na sobie te same ciuchy... ale to już inna historia.


KSIAŻKI
Drugą sprawą była moja biblioteczka.
Nigdy nie miałam całej ściany książek. Bardzo mi się to podoba w cudzych domach. Ja jednak dość długo korzystałam z biblioteki, i wtedy już zauważyłam, jak wiele książek oddaję nieprzeczytanych. Dziś wiem, że lubię czytać książki tylko te dobre, te które naprawdę mnie pochłoną. Nie czytam, bo książka jest za gruba, albo za cienka, albo żeby pobić rekord w ilości przeczytanych ksiązek na rok, ale by się coś nauczyć, by czegoś doświadczyć, by coś z niej zapamiętać. Od kilku lat nie korzystam z biblioteki, a książki, albo dostaję, albo kupuję - mimo wszystko nie mam ich w nadmiarze. 
Moje oświecenie zadziałało także w tym kierunku, że poczułam, które książki są dla mnie cenniejsze, a które mniej cenne. Te drugie powystawiałam na portale. Sprzedały się wszystkie! 

Dokumenty - zostały, jeszcze uważam, że powinnam mieć wszystkie.
Paragony - o tym wspomnę następnym razem, ale już można się domyśleć.
Wszelkie pierdółki - do kosza! Jeśli nie wiem co to jest, jeśli tego nie używam od lat, leży i się kurzy, to po co mi to? Tym bardziej, że zajmuje to miejsce, w którym mogłabym mieć coś innego.

Takie porządki przeprowadziłam na mieszkaniu swoim w Anglii (Moje top10 - oczywiście zostało ze mną), a także w moim pokoju na mieszkaniu u rodziców. Tutaj zdaję sobie sprawę, że zajmuję czyjąś przestrzeń. I z tymi przedmiotami też jestem związana bardziej, bo od lat. Mimo wszystko znacznej większości się pozbyłam, nawet kolekcji kamieni, które zbierałam od dziecka. Z tych mniej potrzebnych  rzeczy pozostawiłam jeszcze trochę ciuchów - z tym najtrudniej jest mi się rozstać. - ale tylko dlatego, że mam na nie jeszcze jakiś plan, a jeśli nie zostanie on zrealizowany, ja już dobrze wiem, co z nimi zrobić.

SUKNIA ŚLUBNA
Z tym, że zagracam czyjąś przestrzeń, mam lekkie poczucie winy. Najlepszym przykładem stała się moja suknia ślubna. Moja - to ważne określenie tutaj, bo właśnie dlatego zakupiłam ją nową z salonu z myślą, że nigdy jej nie sprzedam, bo jest moja, najdroższa rzecz jaką miałam.... I ubrana została tylko dwa razu - w dniu ślubu i na zdjęcia w plenerze, czy jeszcze kiedyś się przyda? 
Wyjechałam, a suknia została u rodziców i tak wisi w pokrowcu dwa lata na drzwiach w salonie. Jak przedmiot niepotrzebny, jak śmieć, bo już nigdy się nie przyda. Więc choć postanowiłam, że jej nigdy nie sprzedam, i z doświadczenia znajomych wiem, że suknie jest ciężko sprzedać, wystawiłam na portalu sprzedażowym. Sprzedała się po kilku miesiącach! Trochę mi szkoda, bo mam z nią piękne wspomnienia, ale została przecież na zdjęciach i w mojej głowie. Jako przedmiot, zdecydowanie przyda się jeszcze komuś innemu, a potem może i trafi do kolejnej osoby? 
Jestem zadowolona, choć początkowo zamierzenia były inne.

Jak jest u Was z odgracaniem przestrzeni?




STYL ŻYCIA


Minimalizm to także styl życia, chyba już lekko to zrozumiałam kilka miesięcy temu, ale o tym też czytam teraz w książce Anny. Oprócz zrezygnowania i pozbycia się wielu przedmiotów, należy także pozbyć się niepotrzebnych obowiązków i rzeczy do zrobienia.
Z jednej strony ograniczenie niepotrzebnych spraw pomaga zaoszczędzić czas, na przykład długie i czasochłonne zmywanie naczyń zaczynamy wykonywać częsciej i krócej. Wypracowuje się nowy system zadaniowy, a zaoszczędzone minuty można przeznaczyć na coś innego lub nawet na leżenie na sofie.

Czy leżenie na sofie to czas zmarnowany? - może i kiedyś tak uważałam, ale teraz uważam, że jeśli w ten sposób czuję się szczęśliwa, odpoczęta, zrelaksowana - to nie jest to czas zmarnowany. Ja należę, do osób, które rzadko odpoczywają w ten sposób, dlatego przydaje mi się taka forma relaksu.

Jak ograniczyć swoje zbędne obowiązki? Przecież wszystkie są potrzebne. 
Myślę, że żeby to zrozumieć należy sobie ustalić cel życiowy i hierarchię priorytetów
 Oto mój przykładowy:
1. Rodzina!
2. Praca - także finanse z tym związane
3. Przyjaciele - cóż by to było za życie, bez nich?
4. Hobby i spełnianie marzeń - dlatego finanse muszą znaleźć się wyżej ;)


Dzięki wyznaczonym priorytetom, kiedy spędzam czas z córką i zaczyna brać mnie z nużenie, zmęczenie i chętnie zajęłabym się czymś innym, przypominam sobie, że kiedyś w przyszłości mogę żałować, że nie spędzałam z nią więcej czasu kiedy była mała to mnie motywuje do tego, że choć czuję, że powinnam zając się już czymś innym to nie mogę tego zrobić ze względu na moje odczucia w przyszłości.



FINANSE


Po przeczytaniu tych książek zrozumiałam ile rzeczy kupiłam "na zaś", bo kiedyś się przydadzą i wiecie oczywiście, że nigdy się nie przydały. To jest dobrą lekcją życia, nagle zauważasz siebie w tym całym świecie i choćbyś była lepsza od innych - popełniasz błędy i właśnie teraz jest czas, żeby się im przyjrzeć. Ja nigdy nie miałam problemu z oszczędzaniem pieniędzy, ale prawda jest taka... kiedy ma się więcej pieniędzy, wydaje się też ich więcej. Aby była motywacja do oszczędzania, warto także wyznaczyć sobie cel, na który te pieniądze zbieramy. Więcej o domowych budżecie następnym razem.






CZAS

To niemal ten sam punkt co styl życia. Dzięki wyznaczonej hierarchii priorytetów, przeznaczamy nasz czas na rzeczy bardziej potrzebne i mniej potrzebne, ale umiemy szybko zdecydować co jest dla nas ważne. A czy nie wpadamy czasem w pułapkę marnowania czasu? Mam tutaj na myśli między innymi facebook. Dla mnie to największe marnowanie czasu. Zdarza mi się, że zawieszam się na nim na prawdę zbyt długo, szukając niczego, przeglądając... nic ciekawego.
A co z samym internetem? - czy powinien być zakazany?
Myślę, że tutaj powinniśmy się zastanowić do czego nam się przydaje internet, ile spędzamy w nim czasu i co z tego zyskujemy. Dla mnie czytanie w internecie i wydobywanie jakiejś wiedzy nie jest grzechem. Nie oznacza to także, że ktoś inny nie może sobie pograć w grę, skoro to lubi i jest to forma relaksu czy odpoczynku. Ważne jedynie wyznaczyć priorytety i wiedzieć, co jest ważniejsze.





 ZDROWIE

Nagle żyje się w większym spokoju, ma się więcej czasu o zadbanie o siebie. Wolny czas można porzenaczyć na poczytanie o zdrowej diecie lub po prostu przygotowywaniu zdrowszych posiłków, czas na ćwiczenia, spacer czy odwiedzenie dawnych znajomych i obudzenie endorfin w czymś towarzystwie.
Porządek w domu ma także decydujący wpływ na nasze samopoczucie. Pomaga szybciej i łatwiej się skupić, zrelaksować, czy nawet jest korzystny podczas nauki. Ograniczając choas w naszym domu, ograniczasmy chaos w naszym życiu. Żyjemy wolniej, łatwiej i spokojniej.
Warto też co jakiś czas zatrzymać się i przemyśleć czy nasz tryb życia jest nadal taki sam jak tego oczekujemy. Łatwo jest przyspieszać.




Jak jest u Was ze slow life? Z porządkowaniem domu i życia?
Ja nie jestem w tym najlepsza, ale staram się coś zmieniać w sobie na lepsze w organizacji czasu, bo mieszkanie moje wcale nie jest "puste". Ważne, żeby otaczać się tym, co sprawie, że jetsteśmy szczęsliwi.
Może warto jest się zastanowić co byś się spakowało ze sobą, gdyby musiało się wyjechać na zawsze? Powiedzmy: lista 10ciu rzeczy!


Przepraszam za długi wpis. Mam nadzieję, że nie był zbyt chaotyczny. Jeśli był, polecam przeczytać powyższe lektury, a może sami dojdziecie do jakichś i innych refleksji. A może macie podobne lektury do polecenia?

Życzę miłego dnia,
Patrycja


39 komentarzy:

  1. Minimalizm w domu to ciężka sprawa, to całe chomikowanie jest takie fajne ;) A poważnie, dusze chomika zakopałam głęboko ;) W szafkach mam raczej porządek, choć co jakiś czas robię poprawki, kiedy widzę, że ubrania zaczynają się dziwnie rozjeżdżać ;) Mam takie postanowienie, że jak dostanę pracę, to rzeczy, w których nie chodziłam długo wywalam :)
    Sukien wypożyczałam, żeby potem z nią problemu nie mieć ;)
    Książek też nie mam zastraszających ilości ;) ale mam w planie wystawić i sprzedać, te które przeczytałam raz i wiem, że do nich nie wrócę :)
    Myślę, że dobrze raz na jakiś czas zrobić większe porządki i pozbyć się niepotrzebnych rzeczy - wtedy człowiekowi jest lżej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jest nieco lżej :) Większość ciuchów co w nich już nie chodzę powyrzucałam do kontenera, pozostawiałam te, które mi się jeszcze podobają i wiem, że czasem (choć rzadko) zakładam, ich materiał jest też w porządku i zastanawiam się czy może na coś nie poprzerabiać...

      Usuń
    2. Ja ubrań nie umiem przerabiać, więc zostaje kontener albo noszenie ;)
      a że teraz moje życie ma się nieco zmienić, to bez wyrzutów z niektórymi rzeczami się rozstanę ;)

      Usuń
  2. Też ją czytałam - troszkę uporządkowałam - troszkę wyrzuciłam - przyzna się że wielu rzeczy trudno się pozbyć np materiały ze szkoleń, pierdoły poupychane w szafkach - wiesz może się przydać - np do nowych projektów DIY - przydadzą się ... prawda???

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, masz rację. Uporządkowuje się nagle swoją przestrzeń, ale wciąż są przedmioty, który muszą zostać z nami. Większość pierdółek wyrzuciłam, ale są i takie, które jeszcze zostały. Na przykład pozostawiałam drewniane deski, z czasem nie miałam już siły na stolarskie diy i wiem, że w najbliższym czasie mieć nie będę, więc też je wyrzuciłam. Prawda taka, że jak będą mi potrzebne te deski to sobie znowu skądś skombinuję ;)

      Usuń
  3. Do minimalizmu o którym zewsząd słychać warto podejść całościowo, czyli dbamy o to co w "środku"Nas i to co dookoła. Na mnie ład w moim otoczeniu działa terapeutycznie. I nie mówię tu o pozbyciu się wszystkiego co materialne, ale o zachowaniu zdrowego rozsądku. Często jak potrzebuję sie zresetować to własnie ogarniam otoczenie, usuwam przedmioty zupełnie mi niepotrzebne i tworzę sobie przestrzeń do oddechu:)pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze mieć takie podejście jak Ty. U mnie trochę inaczej. Ale oświeciło mnie, i chcę żyć lepiej, teraz wiem jak to robić, choć trzeba wprowadzić to wszystko pomału w nawyk :) Zdrowy rozsądek zachowuję, nie chcę być ascetą, czy zmniejszać nagle metraż mieszkania ;)

      Usuń
  4. Ach, mam sporo takich "przydasi". Ciężko rozstać się z wieloma pierdułkami, bo każda ma jakąś historię, coś/kogoś przypomina...Ciężko, ciężko...;) Pozdrawiam cieplutko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, a najgorsze jak jednak coś się porzuci, a potem się żałuję... Ja o wyrzuconych rzeczach raczej nie pamiętam, suknia ślubna wiadomo, ale wspominam mój stary walkman... myślałam, że to zbędna rzecz, nie używałabym na co dzień, ale tęsknię za nim, to był błąd. Gdzieś u rodziców z pewnością są jeszcze kasety... A walkman był prezentem, którego już nigdy nie dostanę :) No cóż...

      Usuń
  5. Ja jestem minimalistką, ale od czasu do czasu robię porządek w swojej przestrzeni...

    xxBasia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę po znajomych, że da się tak żyć, trzeba mieć tylko zasady i się ich trzymać, ale większość rodziny i znajomych jednak ma "przydasie" :)

      Usuń
  6. Interesting post, Domowo 158. I'll translate it , please download the Google translator!
    Thank you for comments on my blog!
    Nadezda

    OdpowiedzUsuń
  7. Gdy parę lat temu musiałam się przeprowadzić byłam zmuszona do pozbycia się wielu przedmiotów, do których byłam bardzo przywiązana. Miałam wielkie opory ale byłam konsekwentna. I okazało się, że nic się wielkiego nie stało a nawet poczułam się lżej. Od tego czasu nie mam problemu z pozbywaniem się przedmiotów. Jako mieszkanka bloku stawiam je zawsze przy śmietniku. Chętnych nie brakuje:) Co wartościowsze, oczywiście sprzedaję lub daję znajomym lub rodzinie. I reasumując, wszyscy są zadowoleni:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piękna historia :) Świetnie sobie radzisz. Ja mam jeszcze rzeczy niepotrzebne, ale możliwe, że właśnie do jakieś większej przeprowadzki właśnie :)

      Usuń
  8. Dużo ostatnio o tym czytam:) A od kilku lat mam takie przebłyski, by to zastosować. Co jakiś czas mi się to nawet udaje;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mnie oświecenie dopadło jakieś 8 mcy temu, są postępy, ale to wszystko trzeba wprowadzić w życie jako nawyki :)

      Usuń
  9. Ja lubię minimalizm i próbuję go wprowadzać do swojego życia. Jedyne co, to nie zamierzam się ograniczać w książkach :) zawsze marzyłam i całej ścianie książek i dążę do tego :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ważne by wiedzieć czego się chce, co sprawia szczęście i dążyć do tego :)

      Usuń
  10. Mnie również zachwyciła książka Marie Kondo i wprowadzilam rewolucję do swojego życia :) Moze jeszcze nie we wszystkich aspektach, ale wielu. Porzadek w ubraniach - w trakcie sprzedawania, suknia slubna - wystawiona, ksiazki - posegregowane :) mam nadzieje, ze zmieni mi sie podejscie tez w innych kwestiach (np. finansowych).

    Pozdrawiam

    Magda

    OdpowiedzUsuń
  11. niestety znam ten ból, sprzątam regularnie, ale mam problem z utrzymaniem porządków w szafie. jest ju lepiej, bo wybieram już dużo ostrożniej nową odzież...gorzej sytuacja wygląda z ubrankami dla dziewczynek. nic na to nie poradzę, że lubię je stroić ;) dlatego lubię kupować im ubranka :) Mąż mnie wspiera w pozbywaniu się zbędnych rzeczy, bo wystawia to, co niepotrzebne w internecie i o dziwo...sprzedaje się

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze nie mam maniacznego strojenia córki. Raczej te wszystkie sukienki i spódniczki leżą używane tylko kilkakrotnie, bo na specjalne okazje. Za to ja nie mam w co się ubrać :D Zawsze czegoś brakuje w szafie, czy jest ona pełna czy już obróżniona do połowy.

      Usuń
  12. ja od ponad roku jestem bardzo zauroczona minimalizmem :) pozbyłam się większości ciuchów (oddałam biednym, a te zniszczone wyrzuciłam - przecież i tak ich nie noszę!), wyrzuciłam stare, nieużywane kosmetyki, pochowałam zbierające kurz bibeloty... i od razu w moim pokoju, ale również w mojej głowie zrobiło się więcej solnej przestrzeni i światła ;) nie ma co się przeładowywać :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie te sprzątanie ma taką tajemniczą moc, że przenosi się także na stan umysłu :)

      Usuń
  13. Ja już przeżywam, że będę musiała sprzedać swoją suknię ślubną :) ale w małym mieszkaniu nie będzie na nią miejsca :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja nie była na sprzedaż. Zawsze mówiłam, że to będzie moja suknia. Do ślubu szłam w welonie mamy i pewnie wykorzystałabym jej suknię gdyby była... Niestety, suknia (moja) została na mieszkaniu rodziców... walała się z konta w kąt... Postanowiłam spróbować tylko ją sprzedać, nie sądziłam, że się uda tak szybko.

      Usuń
  14. Minimalizm to bardzo modny temat. Czytałam ostatnio artykuł, w jakiejś gazecie, o ludziach, którzy poszli tak daleko, że pozbyli się właściwie wszystkiego ze swojego otoczenia: telewizora, książek, samochodu itd. W mieszkaniu mieli tylko materac do spania, kubek do picia, talerzy, nuż itd. czyli tyle, co zmieściłoby się do plecaka na wyjazd. Dla mnie taki skrajny minimalizm to już przesada (choć oni twierdzili, że to dało im poczucie szczęścia i wolności) Sama mam tendencje do gromadzenia rzeczy i niestety kupowania na przyszłość. Szczególnie teraz, kiedy realna staje się przeprowadzka do własnego domu. Gdy więc zobaczę w sklepie coś co mi się bardzo podoba, myślę sobie teraz nie mam na to miejsca, ale w nowym domu na pewno mi się przyda:) Wiem, że to głupie i wiem, że muszę nad tym popracować. Natomiast co jakiś czas lubię uprzątnąć przestrzeń wokół siebie, powyrzucać rzeczy, które się nagromadziły. I przez chwilę dobrze mi z tą przestrzenią, oddycha się jakby lżej:) Ale po jakimś czasie znów zaczyna mi brakować różnych rzeczy i znów zaczynam gromadzić je i też mi z tym dobrze - przez jakiś czas:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam zupełnie jak Ty. Ograniczam się, a po czasie wracam do kupowania... ale to nic, radzę sobie. Taki skrajny minimalizm, o którym piszesz to też dla mnie przesada. Bądźmy ludźmi, miejmy też pozytywne odczucia co do posiadania "pierdółek", ale nie zapominajmy przy tym co najważniejsze :)

      Usuń
  15. Minimalizm to rzeczywiście ciekawe podejście do wszystkiego. Myślę, że w pewnym sensie jesteśmy właśnie minimalistami...choć w kwestii ilości członków naszej rodziny - z pewnością się to nie liczy :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha :) Fajnie napisane, od razu widać, ze macie wesoło i rodzinnie! :)

      Usuń
  16. Do minimalizmu mi daleko, choć nie lubię zagracania przestrzeni. Mysle, że przez mieszkanie w dużym mieście w kawalerce pozbylam się chomikowania i kupowania zbędnych rzeczy;-)Jednym slowem gdzieś przez przypadek zbliżylam się do tego zlotego środka;)I naprawdę dobrze mi z tym! Temat jest ogólnie teraz na topie, myślę, że trzeba brac na wszystko poprawkę i nie iść za modą tylko dlatego,że jest to super trendy i żyć w niezgodzie ze sobą samym;-) Poza tym ja jestem z tych co wola coś przerobić niż kupować nowe;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Złoty środek jest najważniejszy! Ja nie zachęcam do pozbywania się wszystkiego, a do tego by uporządkować swoje życie, otaczać się przedmiotami, które kochamy (może być ich przecież wiele i nie muszą być użyteczne), ograniczyć niepotrzebne obowiązki, znaleźć czas na coś co chcemy robić na prawdę, na rodzinę, przyjaciół czy zabawę :)

      Usuń
  17. read about it a lot, and the idea is a part of my life.

    OdpowiedzUsuń
  18. Jestem wielką fanką tego typu książek, nawet uważam, że przestrzeganie ich zasad całkiem dobrze mi idzie, niestety ciężko namówić pozostałych domowników ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, z domownikami jest gorzej, nawet nie chcę przeczytać, bym już nie musiała ich przekonywać hehe

      Usuń
  19. Cześć,

    Jesteśmy tu po raz kolejny, aby kupić nerki dla naszych pacjentów i zgodzili się zapłacić dobrą sumę pieniędzy każdemu, kto chce ofiarować nerki, aby je uratować i tak Jeśli jesteś zainteresowany byciem dawcą lub chcesz uratować Życie, musisz napisz do nas e-mail poniżej.

    Jest to okazja, aby być bogatym w porządku, zapewniamy i gwarantujemy 100% bezpieczną transakcję z nami, wszystko odbywa się zgodnie z prawem nakłaniającym dawców nerek.
    Więc marnuj więcej czasu, uprzejmie napisz do nas na irruaspecialisthospital20@gmail.com

    Szpital Specjalistyczny Irrua.

    OdpowiedzUsuń
  20. Osobiście bardzo lubie styl minimalistyczny, tym bardziej jesli chodzi o wystrój wnętrza :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...