piątek, 17 sierpnia 2018

Nasz pierwszy rok w Polsce


 Już od dawna chciałam napisać ten wpis, a teraz ciężko było znaleźć na niego czas. Jednak koniec końców publikuję go w terminie. Ostatnio spięłam dupkę i zapieprzam z tymi wpisami, bo przy naszym remoncie to mogłabym pisać o każdej jednej ścianie i o każdym przedmiocie. Co jakiś czas polecam jakieś miejsca lub wspominam o home stagingu. Tym razem powrót do kategorii „Polska i UK”. Czego się bałam, co nam się poszczęściło, a co jest zdecydowanie gorsze. A zacznę od tego, że absolutnie nie żałuję powrotu do Polski!

 
100 lat motoryzacji w Polsce - Wystawa w Walcowni - Szopienice Katowice




Czego się bałam?

Z tego co dzisiaj pamiętam: bałam się ludzi. Obawiałam się nowych sąsiadów i zachowania ludzi na ulicach. Pijanych chopów zataczających się po chodnikach oraz kobiet ciągle narzekających i zwracających uwagę o byle co. Jak się okazało  sąsiadów po przeprowadzce miałam jak dotąd najlepszych jakich mogłam mieć. Pijaków jest znacznie mniej niż myślałam, że  będzie i jakoś aż tak mi to nie przeszkadza, a kobiet zwracających uwagę na byle co jakoś nie spotykam. Za to codziennie mijam wielu, wielu ludzi i większość z nich to przeciętniacy, ale są też tacy niezmiernie sympatyczni, uśmiechnięci i do rany przyłóż. I ci ludzie właśnie zmieniają mój świat na znacznie lepszy! :)



Czy tęskniłam do Anglii?

Początkowo w ogóle. Ani trochę. Całkowicie o niej zapomniałam i zajęłam się życiem w Polsce. Przy dzieciakach sporo się działo, więc nie miałam kiedy tęsknić. Tęsknota jednak przyszła około października i określiłabym ją bardziej jako: tęsknota za angielską architekturą. Brakowało mi tamtych budynków, tamtego dbania o szczegóły, tamtego porządku architektonicznego i przywiązania do kultury. Dziś nadal za tym tęsknie, ale radze sobie w taki sposób, że akceptuję i doceniam to co mamy w Polsce. Ubolewam jednak, że tutaj ludzie nie dbają tak o parki, pałace i zamki jak tam – nie szanują historii i pozwalają jej odejść w zapomnienie.

Druga tęsknota przyszła wiosną w okolicach maja. Ale już znacznie mniejsza. Dotyczyła raczej pogody. Było bardzo ciepło – to mnie męczy. Zdecydowanie wolę pochmurne dni, nawet z mżawką lub przelotnym deszczem. Wyruszyliśmy także w kilka miejsc, zobaczyć coś ciekawego, muzeum, zamek, skansen. Tutaj za każdym razem porównywałam te polskie miejsca z angielskimi, ale pod względem organizacyjnym - jest także znaczna różnica. Chciałabym poruszyć ten temat bliżej, ale innym razem.




Co porabialiśmy przez cały rok?

Zaczęliśmy od szukania mieszkania na wynajem jeszcze będąc w Anglii. Udało się i przeprowadziliśmy się, musząc pokochać nowe miejsce. Mąż szybko znalazł ciekawą pracę, a ja zajmowałam się dzieciakami. Dawidek w dniu przeprowadzki miał prawie 2 miesiące. 

Z końcem zeszłego roku byliśmy obejrzeć dwa bardzo intersujące domy. Napaliliśmy się. Na kredyt też trochę się napaliliśmy, ale nie mogliśmy z takiegoż skorzystać, więc zaczęliśmy rozglądać się za mieszkaniami. Były ciekawe, ale nie takie które zrobiłyby na nas wrażenie tzw. „wow”. To nam jednak pozwoliło ze sobą rozmawiać na temat „miejsca marzeń”, mieć przemyślenia, koncepcje, dyskusje, poznawać swoje preferencje i oczekiwania.

Aż w styczniu całkiem przypadkiem weszliśmy do mieszkania, którego ceny nawet nie znałam. Było bardzo ciekawe, choć wymagało także wielkich zmian. Kiedy poznaliśmy cenę byłam w szoku . Była absolutnie w naszych widełkach, choć mieszkanie nie spełniało głównych wymagań. Oferta zrobiła na nas wielkie „wow”, a nieco więcej poczytasz o tym tutaj Będziemy mieć własne mieszkanko.  I tak oto 14 lutego podpisaliśmy akt notarialny i zamieszkaliśmy w kamienicy w cudownej okolicy. 

Ale zanim zamieszkaliśmy zrobiliśmy remont. O nim wiele nie pisałam tutaj, jedynie gdzieniegdzie wspominałam. Teraz ruszamy z urządzaniem wnętrz, ale to znacznie spowolniło z względu na wcześniejsze wielkie wydatki. Myślę, że jednak będę musiała kiedyś pokazać Wam także zdjęcia sprzed remontu :)


Zeszłe lato:
(Czas by nie płynął gdyby nie dzieci i lustro)








Co jest gorsze w Polsce?

Tutaj chyba musiałabym napisać osobny wpis lub kilka. Bo choć są rzeczy gorsze… a raczej inne to mam propozycje polepszenia tych spraw. Na razie tylko wymienię co mnie najbardziej denerwuje. 

Zacznę od Poczty Polskiej, a mianowicie mojego oddziału, bo to chyba najgorszy na całą Polskę. Nie tylko kolejka jest denerwująca, ale cały system korzystania z poczty, wysyłania listów, paczek oraz ich odbiór. Tu zdecydowanie musiałabym to opisać na szersza skalę.

Miejsca parkingowe dla rodzin z dziećmi: jest ich zdecydowanie zbyt mało. A zdrugiej strony bardzo często obserwuję, że parkują na nich osoby, które worzą pusty fotelik dla dziecka. Serio?! Albo rodziny z dziećmi w wieku około 12 lat. Serio?!

Kolejki w sklepach. Tak zdecydowanie bardziej ludzie pokazują swoje zniecierpliwienie, zdenerwowanie i grymas.

Chodniki i krwaężniki. Gdyby nie to, że pcham przed sobą codziennie 35-40 kg nie robiłyby mi różnicy, ale nawet lekko wystający krawężnik, który i tak jest przygotowany i osadzony w 100% poprawnie robi wielką różnicę. Chodzi mi o te 2 cm wystającego ponad jezdnię zaokrąglonego krawężnika. Wiele osób powie, ze zgłupiałam, ale kiedy w Anglii nawet nie czułam wózkiem, że zmienia się nawierzchnia robi mi to różnicę.

Tak jak pisałam wyżej: porównuję muzea, pałacyki, zameczki czy parki pod względem organizacji. W Anglii zdecydowanie było to lepiej zorganizowane. Parki bardziej kolorowe, pod względem ukwiecenia. Bilety wstępu choć droższe to jednak byłam całkowicie zadowolona z wydanych pieniędzy, choć nie poznawałam doszczętnej historii żadnego hrabiego czy sir księcia, to całe miejsce było przygotowane w taki sposób, że potrafiło bardzo zachwycić. Postaram się rozwinąć temat niebawem.  



Jesień:


Cukiernia piekarnia Kwapisz


Zima:



Wiosna:


Dom Kawalera - Świerklaniec




Kurs Dekorator Wnętrz i pierwszy home staging:




Sypialnia

Tropikalnie

Piękno ukryte w detalach:

Polska wieś




Co jest lepsze w Polsce?

Na pewno to jak spędzam czas: często widuję się z rodziną czy z przyjaciółmi dzięki czemu czuję, że żyję, a nie lewituję w czasie. To naprawdę ogrom radości kiedy można uczestniczyć w imprezach urodzinach czy rodzinnych, a nawet spędzić czas przy zwykłym grillu albo w dumu organizując małe przedszkole.

Wszędzie można mówić po polsku i nie muszę się martwić, że kaleczę angielski. Zawsze się tym przejmowałam, a nawet przez długi czas na początku niewiele chciałam mówić po angielsku. Wiele spraw przez to było cięższych do załatwienia. Tutaj jest z tym znacznie lepiej i chyba nawet częściej nawiązuję teraz kontakty i dyskusje. Powiem nawet, że czułam się bardzo ograniczona w Wielkiej Brytanii w rozwoju osobistym i kariery zawodowej, tylko dlatego, że źle posługiwałam się jeżykiem, więc tutaj czuję się bardziej uskrzydlona ;)




Oj coś mniej plusów nad minusami, ale tak prawdę mówiąc nie da się porównać idealnie tych dwóch światów. Mam wrażenie, że zawsze Wielka Brytania będzie lepsza nad Polską, ale jedynie dla tych osób, które chcą cieszyć się spędzonym czasem z rodziną, którym nie zależy by zarabiać więcej i więcej, które nie myślą o emeryturze na 40 lat zawczasu, bardziej spodoba się opcja Polski:) Tu jest pięknie. Naprawdę. Wiele miejsc jest dla mnie cudnych, choć dla innych się takie nie wydają. Jest to spowodowane głównie brakiem budżetu na rewitalizację wielu budynków czy miejsc. Ale są także i perełki, które wówczas błyszczą i warto je podziwiać i odwiedzać.

Dziś w nocy mija rok odkąd wróciliśmy do Polski. Jestem zdziwiona, że to tak szybko zleciało i że był to tak pozytywny rok. Nowa praca męża, zakup mieszkania, remont i wiele rodzinnych spotkań i świąt oraz przyjacielskich pogawędek. Tęsknota do Anglii mi gdzieś tam zawsze pozotanie. Nie da się wymazać spędzonego tam czasu, poznania tamtych zwyczajów i poznanych innych ludzi – świetnych i zwariowanych, z którymi wciąż chcę utrzymywać kontakty! :*


A jak u was? Do czego tęsknicie? Czego w życiu potrzebujecie?

Ściskam,
Patrycja

11 komentarzy:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj, ale ten czas rzeczywiście szybko leci. Ja pamiętam, jak jeszcze zastanawiałaś się nad przeprowadzką, jak mówiłaś, że chciałabyś wrócić do Polski :) No i stało się :) Cieszę się, że jesteś zadowolona z powrotu :)

    Chwile z rodziną i bliskimi są bezcenne, nie ma co na siłę się męczyć tylko dla pieniędzy... Ja co prawda na razie nie myślę o przeprowadzce, a wręcz przeciwnie - co raz bardziej się tu zadomawiam i co raz bardziej mi się tu podoba, ale nigdy nie mów nigdy ;) To, co teraz wydaje mi się atrakcyjne i super, za kilka lat może być przeciętne i kto wie, czy nie wrócę do Polski, albo nie zamieszkam całkowicie gdzie indziej.

    Ja ostatnio byłam w Polsce na urlopie i do minusów mogłabym dopisać "wyższość" pani za ladą. W głupiej kawiarni, ktoś kto stoi za ladą czuje się niewiadomo kim, ekspedientki są mało uprzejme, czasem zachowują się tak, jakby były tam za karę... Z kolei w Anglii nie ma tego problemu, ekspedientka może mieć najgorszy dzień życia, ale i tak tego nie pokaże i się do Ciebie uśmiechnie.

    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz racje, że punkt widzenia zmienia się też z wiekiem :) A co do ekspedientek także się zgodzę. A na przykład na przytoczonej przeze mnie Poczcie Polskiej, kiedy chciałam zwrócić Pani uwagę na kilka problemów, proponując jej jakieś inne rozwiązanie, Pani zaczęła się ze mną kłócić i nie dawała mi dojść do słowa, bo to nie jej wina, że jest tak jak jest. No więc nikt tego świata nie zmieni? ;)

      Usuń
  3. Pięknie opisałaś wasz cały rok po powrocie do Polski ! Cudownie sobie poradziliście zwłaszcza że macie dwoje małych dzieci. Wiadomo są plusy i minusy u nas i w życiu za granicą. Wiele osób by nie wyjeżdżało gdyby nie chodziło o prace zwłaszcza w średnich i małych miejscowościach. Z mojego miasta (Ostrowiec Św.) bardzo dużo osób wyjechało i mało kto wrócił. My z mężem zostaliśmy, jakbyśmy nie mieli mieszkania to pewnie też byśmy wyjechali.
    Pozdrawiam ciepło:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zauważam, ze dla Polaków jest łatwo wyjechać, ale później ciężko jest wrócić. Nawet gdy się wróci i coś się nie udaje znowu jest łatwiej wyjechać (wrócić) za granicę. Możliwe, że mieliśmy dużo szczęścia, ale też potrzeba wytrwałości i cierpliwości w Polsce. Jest stres, ale jak się ma kogoś bliskiego obok to jest znacznie łatwiej wszystko wytrwać. Znam mnóstwo ludzi, którzy chcą wrócić do Polski, ale nie wiedzą od czego tutaj zacząć (nawet jeśli mają tutaj dom, w którym mogą zamieszkać) i wciąż tkwią tam. Myślę, że jeśli tylko życie w Polsce jest dla Was proste i miłe to warto tu zostać i cieszyć się tym co wokoło :) Za granica nie ma już tych samych polskich pól, lasów, pagórków, rzek i bocianów :)

      Usuń
  4. Bardzo fajny wpis. Bardzo podoba mi się architektura angielska, ogrody. Oglądam wiele programów z tego cyklu.
    Ciekawa jestem systemu edukacji w Anglii. Może kiedyś z opiszesz. Z chęcią przeczytam.
    Pozdrawiam i życzę wielu udanych lat życia w Polsce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) A co do edukacji mogę coś wspomnieć, ale w tej dziedzinie nie jestem jakąś znawczynią tym bardziej, że nie uczęszczałam tam do żadnej szkoły jak i moje dzieci :) Choć interesowałam się pomału tematem ;)

      Usuń
  5. Również mieszkałam w Anglii 9 lat i przyzwyczaiłam się do niej , wróciłam jednak do Polski, rodzina , znajomi itp. Czasami odczuwam tęsknotę, ale nie jest ona jakaś wielka, tutaj mi lepiej i czuję się bezpieczniej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo Ci dziękuję za Twój komentarz. Też uważam, że tutaj jest lepiej :) A co do bezpieczeństwa - nie przemyślałam sprawy - a także masz rację :)

      Usuń
  6. Dla mnie jest to bardzo ciekawa relacja. Z moich znajomych, którzy wyjechali, nikt nie wrócił, chociaż wielu się deklarowało. A te chodniki są rzeczywiście u nas straszne. Mam starych rodziców i wiem, jak trudno jest im poruszać się po mieście, właśnie z powodu chodników...

    OdpowiedzUsuń
  7. nie wiedziałem że tam jest tak pięknie !!! :3

    OdpowiedzUsuń