piątek, 21 września 2018

Metamorfoza starej szafy


Ten wpis planuję już pod dawna. Jednak jego tematyka jest tak obszerna, ze od początku wiedziałam, że podzielę go na więcej części. Minimum trzy. I tak jakoś się potoczyło, że mi się pisać tego nie chciało. Dlatego z chęci podzielenia się z Wami moją dumą z olx napiszę jeden obszerniejszy wpis i daruję Wam wszelkie szczegóły i kolejność malowania ścian, ale za to jeśli tylko będziecie chcieli zgłębić te tajniki, dajcie znać i uzupełnię wpis lub napisze kolejny lub wyjaśnię Wam wszystko w prywatnej wiadomości.A tymczasem męczę Was kolejną metamorfozą starego rupiecia.

 

A oto ona: moja szafiszcza







Moją główną inspiracją

było to zdjęcie, jak i szereg wszelkich innych z profilu @minalulu :



Stylizacji przy tej szafie było mnóstwo i każde z nich mnie urzekało. W inspiracjach zbieranych do pokoju dziecięcego nie raz pojawiała się szafa, więc zaplanowałam wymianę komody Malm, w której już ledwo mieszczę rzeczy moich dzieci na zamieszczenie ich w szafie. Plan taki się nie zyścił, gdyż stoi dzisiaj i szafa i komoda -  i obie mają swoje cenne role do odegrania:)

Komoda tak jak wcześniej mieści ciuchy dzieciaków, ale reszta ciuchów, jak na przykład te  do zawieszenia na wieszaki wylądowało w szafie. Tutaj też mieszczę ciuchy za małe, które wstawiam na sprzedaż, jak i za duże, które przywiozłam na zapas jeszcze z UK. W szafie także mieszczą się zabawki.

Uwielbiam ten widok, kiedy szafa jest otwarta a dzieciaki mogą sobie w niej wyszukiwać co tylko chcą… Chociaż głównie to biorą pudełko, wysypują jego zawartość, biorą kolejny pojemnik, wysypują jego zawartość…. I tak dalej i tak dalej – haha 




Uchwyty znalazłam na olx.





Historia tej szafy od początku ;)


Ogłoszenie znalazłam na olx. Szafa mnie ujęła, ale bez oglądania jej na zywo, obawiałam się brzydkich zapachów z wewnątrz, dlatego pojechałam ją zobaczyć. Nic z niej brzydko nie pachniało, szafa była cały czas w użytku, ale za to na miejscu zauważyłam wiele poważniejszych obrażeń mebla. Mimo wszystko postanowiłam go kupić. 

Sprzedawała go pani w wieku 50-60 lat. Powiedziała, że szafa należała do babki jej męża, i że może sobie liczyć ze sto lat. Nic więcej o niej nie wiedziałam, ale dokonuję wielu domysłów na podstawie szafy. Uważam też, ze ma w sobie kilka cennych skarbów, jak na przykład: na tyle „korony”, czyli tym elemencie, który jest ściąganą góra widnieją piękne rysunki i projekty stolarza!

Na dnie szafy były tez resztki naklejki, lub przyklejonej gazety. Niestety nie dało się nic odszyfrować spoza kilkoma niemieckimi literami. Papier był już na tyle przetarty, że ledwo to można było go dostrzec. Element ten zamalowałam, ale proszę nie róbcie mi z tego powodów wyrzutów sumienia.

Kolejna rzecz to kilka znacznych uszkodzeń jak dziura w dnie, dziura w drzwiach i w jednej desce. Od razu wiedziałam, że pójdą do szpachlowania, ale dopiero kiedy siedziałam w szafie i malowałam jej wnętrze zdałam sobie sprawę, że są to uszkodzenia po… jednym strzale? Tak to dla mnie zaczęło wyglądać. Kula lub coś innego ostrego przebiło drzwi, listwę i wpadło w dno szafy.

Na szafie nie ma żadnej daty, ale jej kształty i część historii i jakiej mi wiadomo świadczą, że mebel ten pochodzi z początków XX wieku. Strzelałabym w lata 10. Lub 20. Pierwotnie była ona przygotowana na wieszanie garderoby oraz miała jedną półkę nad drewnianym drążkiem. Z czasem znowu strzelam – lata 70. – ktoś dorobił półki. Półek już nie ma, ale pozostały boczne ich podpórki.


Ubytki, dziury.



Rysunki stolarza
 



Pierwszy plan

Na początku zakochałam się w szafach jednobarwnych i jasnych. O takiej myślałam, chociaż nie umiałam zdecydować się na konkretny kolor czy odcień. Miała to być także szafa z dwojgiem drzwi i minimum jedną szufladą od spodu. Ponieważ trafiła mi się szafa bez szuflady… (tak to nie jest szuflady) postanowiłam stworzyć ukryte dno w formie podnoszonej klapy. Podpórki jakie zostały po półkach wykorzystałam, przenosząc jedne niżej, a jedne pozostawiając w tym samym miejscu, tak by ciuszki dzieciaków mogły spokojnie zajmować miejsce na wieszaku.

Kiedy szafa stanęła już u nas na mieszkaniu przeżyła jeszcze nasz dwumiesięczny generalny remont trzech pomieszczeń. Niestety dla wielu także moich bliskich jest to rupieć i tak oto stała w całym remoncie nie przykryta niczym…

Potem kiedy już ją sobie umyłam zakochałam się w jej pięknym kolorze drewna. Zaczęłam zastanawiać się, czy warto go zamalować. Ostatecznie podjęłam decyzję, że w części zostanie taka jaka jest, a te elementy, które są najbardziej zniszczone zamaluję na zielono. Szafę zawsze będę mogła przemalować jak tylko zmieni się koncepcja pokoju ;) To nic trudnego.
                                                                                                                                                          



Wnętrze szafy

Najpierw zabrałam się za wnętrze, opróżniłam ją z drążka, półki, podpórek na półki. Zmatowiłam, umyłam… Umyłam kilka razy, bo wciąż wydawała się brudna i pomalowałam na biało. Użyłam farby Beckers, do malowania wałeczka, a do trudniej dostępnych miejsc pędzla. Szafa w środku zrobiła się od razu bardziej przestronna oraz mniej straszna.




Po lewej stronie widać zawias wbudowany w drzwi szafy

Podłogę malowałam na samym końcu - to był dobry wybór.


 
Zewnętrze szafy

Zaczęłam od zdemontowania „wąsów”, zamków, klamek nie było. Niejeden by doradził, aby zdemontować drzwi i pomalować je osobno, ale zwróćcie uwagę na te wspaniałe zawiasy. Są niezwykłe! I sama nie  wiem czy bym umiała to z powrotem zamontować ;) Usunęłam także listwę z drzwi. Była uszkodzona i postanowiłam ją wymienić na coś podobnego.

Szafa od spodu i z lewego boku jest zniszczona i odkleja się fornir. Zadziałała wilgoć i źle to wygląda. Postanowiłam, że te fragmenty muszą zostać zamalowane, by odciągnąć uwagę od ubytków. W dodatku postanowiłam je równo dociąć, by poszarpana krawędź forniru nie przyciągała za bardzo wzroku.

Elementy czarne przy szybkach i na koronie, jak i „wąsy” czy szybki miały pozostać nietknięte. A w szczególności te piękne projekty na tyle „korony”. Zastanawiałam się chwilę, nad żłobieniami, bałam się, że farba je zniszczy, dlatego zostawiłam jakie są. Tylko lekko zmatowiłam, umyłam i polakierowałam (ale to na samym końcu).

Najpierw zmatowiłam powierzchnie, które były przeznaczone do malowania, a lżej te powierzchnie, które szły do lakierowania. Do ścierania używałam papieru P100 P120 i P150.
Dziury w drzwiach, desce i podłodze postanowiłam uzupełnić szpachlą (jak i wszystkie inne drobne ubytki). Problem jest jednak w tym, że takie dziury są zbyt duże. Ale podpowiem Wam sprytny sposób: uzupełnij najpierw dziury „czymś” – na przykład sznurkiem, a później zaszpachluj.

Doradzę także, aby po odczekaniu odpowiedniego czasu na schnięcie szpachli, zaszpachlować ubytki jeszcze raz. Zwróć uwagę, że w takich większych dziurach szpachla lekko wsysa i wciąż jest wklęsła powierzchnia. Ja nie zwróciłam na to od razu uwagi i dziś wciąż widać, gdzie były dziury. Tak samo po odklejeniu mojej listwy od drzwi. Nie usunęłam dokładnie całego kleju. Ciężko było to usunąć… Ale pierwsza koncepcja zakładała, że listwa zostanie przyklejona w to samo miejsce. Później jednak stwierdziłam, że rozsądniej będzie zrobić to na drugich drzwiach i nie usunięty do końca klej jest widoczny.

Powierzchnie zielone pomalowałam dwiema warstwami farby i dwiema warstwami lakieru, powierzchnie, które miały zostać drewniane. Farbę malowałam wałeczkiem, a do lakieru używałam pędzla. Zwróć uwagę, aby włosie było miękkie! Moje takie nie było i końcowy efekt nie do końca mnie zadowala.










Zamontowanie wszystkich elementów i dopracowanie całości

Korona to już pikuś, kiedy tylko szafa stanęła w odpowiednim pokoju. Wąsy także, dwa te same gwoździe i byleby równo trafić. Zamki miały być te same, by pozostał oryginalny element szafy, ale na końcu stwierdziłam, że srebrne średnio będą pasować do całości i znalazłam na olx.pl te wspaniałe uchwyty! Jak Wam się podobają? Ja jestem zachwycona. Wydałam na nie około 15zł.

Problemem była listwa, na którą długo nie umiałam się zdecydować. Ostatecznie kupiłam w Leroy Merlin całkiem podobną, ale o centymetr szerszą za jakieś 25zł. Może dobrze, że była szersza, bo było ją za to łatwiej przymocować. Użyłam do tego celu kleju do drewna i czterech gwoździ… choć nie wiem czy to się już nie nazywa nitami…

Drążek był cały wygięty od ciężaru powieszonych na nim rzeczy, więc postanowiłam go wymienić na… drewniany kij od miotły. Całe 6 złotych w supermarkecie. Końce, by wpasowały się w otwory mąż mi przystrugał.

Półka nad drążkiem była pęknięta i ostatecznie postanowiłam wymienić ją na nową. Tą półkę jak i dwie pozostałe wykonał mi mąż z naszych paneli trójwarstwowych Barlinka :) Podpórki na książki zamontowałam te które były.

Jeszcze zaplanowane uchylane dno… Zamocowałam uchwyty na razie takie prymitywne ze sznurka, bo przecież ma się go zawsze gdzieś pod ręką. Myślałam, o czymś skórzanym, ale tutaj chyba się nie sprawdzi ze względu na szerokość szczeliny. Z tyłu miały być zawiasy, nawet je kupiłam, po długich debatach, rozmowach, wywodach i dyskusjach, a kiedy przyszło do montowania, obyło się bez. Wszystko działa dość sprawnie bez nich. Jeszcze haki na półce nad skrzynią, by nie musieć ciągle trzymać półki rękoma, z tym, że nie widzę, żeby to było bezpieczne rozwiązanie dla dzieci, dlatego zawsze kontroluję sama tę zabawę, a z czasem poszukam lepszego rozwiązania na uchwyt klapy.



Przystrugany drewniany kij od miotły, który robi teraz za drążek.

Prymitywny uchwyt do uchylenia półki, która jest wiekiem schowka w dnie szafy.

Bałagan, ale zmieściła na prawdę wiele rzeczy.




Drzwi od środka

Zostały jeszcze długo nieruszone. Miałam plan… tapeta na wewnętrzną płaszczyznę i żółtawa farba na obrzeża. Długo szukałam tapety do pokoju dzieci i ostatecznie postanowiłam nie kupować żadnej, stąd i ta realizacja nie doczekała się końca. Plan na drzwi się nie zmienił, ale jednak zostanie odłożony w czasie.



Co do środka

Pierwotny pomysł: wszystkie ciuchy. W rzeczywistości są i ciuchy, i ciuchy za małe i te za duże i zabawki. Otwieramy drzwi i dzieci biorą co im się podoba :) Ta szafa to dobra zabawa, a także najlepsza dekoracja :)



 I nie… nie jestem fascynatką Narni, ale Harry’ego Pottera ;)




Kosztorys

Szafa 500zł
Transport szafy – po znajomości.
Farba biała 67zł
Farba zielona 27zł
Lakier 27zł
Uchwyty 15zł
Listwa 25zł
Półki 0zł
Drążek 6zł
Sznurek, szpachlę, klej do drewna, gwoździe, nity i inne narzędzia – posiadałam.

Razem = 667zł

Podpis na drzwiach szafy od wewnątrz. jak myślicie, czy to nazwisko? Ktoś umie rozszyfrować?






W ten projekt włożyłam sporo pracy i czasu. Robiłam go poprędce, nocami siedząc albo w szafie, albo przy szafie w wąskim przedpokoju. Nie mieliśmy jeszcze dobrego oświetlenia, więc używałam do tego latarki. Jest to największa metamorfoza jakiej dotąd się dokonałam!



Co uważacie o takich rupieciach? Moi bliscy łapali się za głowę kiedy mówiłam, że sama kupiłam tą szafę, ale miło mi się siedzi obok takiego „rupiecia”, który nadal ma swoje życie, toczy swą historię przy mojej rodzinie, nabiera nowych funkcji i po prostu: przydaje się!


Pozdrawiam,
Patrycja



39 komentarzy:

  1. świetnie to wyszło i kolejna udana metamorfoza :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale metamorfoza, szafa jak nowa i to w bardzo charakterystycznym wydaniu.

    OdpowiedzUsuń
  3. Genialna metamorfoza ! Jestem pod wielkim wrażeniem :)
    Pozdrawiam ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ogrom włożonej pracy, ale widać po efektach, że warto było :) Piękny unikat z duszą!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak ogrom pracy, ale też ogrom satysfakcji :) Dziękuję :)

      Usuń
  5. Szafa po metamorfozie jest przepiękna, niepowtarzalna, super!

    OdpowiedzUsuń
  6. Co by nie było kreatywność w człowieku jest obowiązkowa i dzięki niej takie ładne rzeczy powstają z niczego. Bardzo ładnie przerobiłaś tę szafę, teraz wygląda o niebo lepiej.

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetna metamorfoza :) szafa prezentuje się rewelacyjnie

    OdpowiedzUsuń
  8. Wg mnie szafa wyglądała bardzo dobrze jeszcze przed metamorfozą. Ale po faktycznie jeszcze lepsza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak ten kolor drewna jest genialny ! :) zamalowane zostały tyle te fragmenty, które były uszkodzone. Musiałam je uzupełnić szpachlówką, bo dzieci mogły się pokaleczyć.

      Usuń
  9. Szafa wyszła genialnie! Nawet nie pomyślałabym, że zieleń w tym przypadku może tak dobrze wyglądać!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To taki kolor jak stare zielone meble. Ma symbolizować tutaj zielony las :)

      Usuń
  10. nawet nie wiedziałam ze tak sie da:)

    OdpowiedzUsuń
  11. ale super wyszła:) ja mam drzwi do zrobienia..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na drzwi też polowałam, ale nie wyszło. Na pewno będizesz miałą fajną zabawę przy ich odnawianiu :)

      Usuń
  12. Uwielbiam jak ktoś daje drugie życie starym meblom, fajnie że nie spotka jej los, że skończy jako opał na zimę :) Też bardzo lubię odnawiać takie stare mebelki.

    OdpowiedzUsuń
  13. zakochałam się w tej szafie, ależ ona ma historię:)

    OdpowiedzUsuń
  14. nie wiedziałam że to jest takie proste wow!

    OdpowiedzUsuń
  15. Jest cudna, no i odcień tej zieleni-idealny :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Szalenie mi się podoba! Kawał świetnej roboty! Widać, że pracowałaś z sercem i wielkim oddaniem. Brawo!

    OdpowiedzUsuń
  17. Cudowna metamorfoza, uwielbiam starocie w nowym wydaniu.

    OdpowiedzUsuń
  18. Dobra robota! Szafa niczego sobie, ciekawe połączenie kolorów.

    OdpowiedzUsuń
  19. No super. Nie ma jak dobry pomysł no i trochę pracy. pzdr

    OdpowiedzUsuń